Zofia Rydet (1911-1997). ZATRZYMAĆ CZAS
Kobieta z aparatem — sylwetka fotografki
Agnieszka Jastrzębska
„Dlaczego
nie było wielkich fotografek?”
— pyta krytyk fotografii Adam Mazur w swojej książce Kocham
Fotografię1. Były, ale
zabrakło
dla
nich miejsca w polskiej przestrzeni publicznej, kulturalnej i
edukacyjnej. Nie udało im się przebić przez historyczny mur
patriarchalnego widzenia i odbierania sztuki, została dziura. W
bibliotekach szkolnych obok półek z naklejką
„Fotograficy” nie ma półek dla
fotografek. Nie mamy literatury ani syntetycznych prac przekrojowych i
porównujących dorobek fotografujących kobiet.
Próbą wypełnienia tej luki była wystawa zatytułowana Dokumentalistki
– polskie fotografki XX wieku, która
trwała od marca do maja 2008 roku w warszawskiej Zachęcie. Właśnie tam
współcześni konsumenci kultury mieli jedną z nielicznych
okazji zapoznania się z twórczością wielkiej fotografki
Zofii Rydet. Taka szansa pojawiła się także podczas ubiegłorocznego
Miesiąca Fotografii w Krakowie.
O zdjęciach i życiu Zofii Rydet mówi się mało i rzadko, choć swoje prace prezentowała na ponad 300 wystawach indywidualnych i zbiorowych w Polsce i zagranicą. Znają ją artyści i ludzie związani z fotografią, członkowie Związku Polskich Artystów Fotografików i amatorzy jej sposobu pracy, w którym zwracała uwagę na relację fotografa z fotografowanym. Jej obecność w powszechnej świadomości jest znikoma, a przecież tworzyła w otoczeniu wielkich przyjaciół-fotografów, m.in. Jerzego Lewczyńskiego i Zdzisława Beksińskiego. Sylwetka Zofii Rydet nie jest prezentowana w pracach zbiorowych na temat polskiej fotografii. Nie znajdziemy jej nazwiska w spisie treści jedynej chyba na polskim rynku książki z wywiadami z fotografami zatytułowanej W obiektywie. Mistrzowie fotografii polskiej. Rozmowy Hanny Marii Gizy2. To pytanie być może zadawali sobie teoretycy fotografii, bo znalazła Zofia Rydet swoje miejsce w najnowszej książce Krzysztofa Jureckiego Oblicza fotografii2. W końcu.
______________________
